Umiar, uzależnienie i kiedy powiedzieć kiedy
Zostawiłam coś na Wielki Post. Przez jakiś czas myślałem, żeby z tego zrezygnować. Odkąd przeczytałam „Prostota od wewnątrz”. przez Joshuę Beckera , Dużo myślałem o umiarze, uzależnieniu i tym, kiedy powiedzieć kiedy.
Zawsze miałem ciekawy stosunek do alkoholu. Mając 20 lat byłem barmanem. Uwielbiałem nalewać drinki tak samo, jak lubiłem je pić. Wyszłam za mąż, a siedem lat później rozwiodłam się z alkoholikiem. W czasie tego małżeństwa kilka razy przestałem pić. Myślałam, że jeśli przestanę pić, on też przestanie pić, ale to tak nie działa. Więc nie zatrzymywałem się długo.
Podobnie jak wielu z Was, odkąd pamiętam, alkohol był częścią każdego urlopu, uroczystości rodzinnej, wspaniałego wypadu i weekendowego odpoczynku. Nie w taki wywrócony do góry nogami sposób, ale w towarzyski, uroczysty sposób. Kiedyś lubiłem rześkie, czyste i kosmopolityczne wino, dziś pikantne czerwone wino jest bardziej w moim stylu.
Jest miejsce gdzieś pomiędzy umiarem a uzależnieniem. Byłem tam z alkoholem, jedzeniem, pracą, zakupami, ćwiczeniami i innymi nawykami. Nie jestem pewien, jak nazwać to miejsce. Wyrozumiałość? Odmowa? Wiem jednak, że im jestem starsza, tym szybciej rozpoznaję, kiedy tam zmierzam.
Uświadomiłam sobie również, że sposób, w jaki odżywiamy nasze ciała i dusze, zazwyczaj wskazuje na to, co o sobie myślimy. Pobłażanie lub odmowa są zawsze oznaką, na którą należy się lepiej przyjrzeć, gdy mówisz „kiedy”. Jakie wydarzenie lub sytuacja skłania Cię do przejadania się, nadmiernego picia, oglądania zbyt dużej ilości telewizji lub zrobienia czegoś, co negatywnie wpływa na Twoje zdrowie, zarówno wewnętrzne, jak i zewnętrzne?
Co więc jest złego w kieliszku wina do kolacji lub dwóch lub trzech w weekend? Nie myślałem o niczym… dopóki nie przeczytałem podejścia Joshuy Beckera do uzależnienia. W Inside-Out Simplicity postawił to wyzwanie…
Sprawdź, czy możesz wypełnić to puste miejsce: „Nigdy nie mógłbym się poddać ________________ przez następne 30 dni!
Moją pierwszą odpowiedzią było: cóż, mógłbym zrezygnować ze wszystkiego na 30 dni, ale nie chciałbym. Potem przestałem się bronić i wypełniłem lukę.
Wino. Nigdy nie potrafiłabym zrezygnować z wina na 30 dni.
czytam Prostota od wewnątrz miesięcy temu, ale to wyzwanie utkwiło mi w pamięci. Tak naprawdę, prawie za każdym razem, gdy kupuję butelkę wina, myślę sobie: skoro mógłbym z tego zrezygnować na 30 dni, to dlaczego tego nie zrobiłem? Mógłbym zacząć ci mówić, że może to, a może tamto, ale znam odpowiedź. Podzielę się tym z tobą. Możesz pomyśleć, że to głupie, a może pomyślałeś to samo.
Czy jeśli zrezygnuję z wina i przestanę pić, to znaczy, że mam problem z alkoholem? Jeśli tak bardzo lubię wino, że rezygnacja z niego byłaby wyzwaniem, czy jestem uzależniony? Dopiero gdy powiedziałam te słowa prywatnie do siebie, a teraz na głos do Was, widzę, że nie jestem uzależniona ani od wina, ani od niczego innego. To powiedziawszy, widzę też, że już po kilku drinkach jestem dość pijany, a następnego dnia trochę niewyraźny. Kac po czterdziestce różni się od kaca po dwudziestce. Przychodzi łatwiej i pozostaje na dłużej.
Hmm… Podchmielony i niewyraźny… Niezupełnie taki jak mój życie celowo misja.
Wielki Post wydawał się idealną okazją, aby być mniej pijanym i mniej zamyślonym. Dlaczego nie 40 dni zamiast 30? Zacząłem wcześnie i ostatni kieliszek wina wypiłem w piątek, 4 marca. Nie przegapiłem tego. Ani jednego dnia. W ostatni weekend wybraliśmy się z mężem na kolację do znajomych. Na stole stała butelka wina, a ja piłem wodę. Ani dla mnie, ani dla nich nie było to nic wielkiego.
Twoja kolej, sprawdź, czy możesz wypełnić to puste miejsce: „Nigdy nie mógłbym się poddać ________________ przez następne 30 dni!”